Kategoria: Ogólnie

Małgorzata zapatrzyła się w okno. Minęło już ponad dwanaście miesięcy od dnia, kiedy zobaczyła latający talerz po raz pierwszy. Szła wtedy leśną ścieżyna, bez celu, choć drogę znała na pamięć. Może nie bez celu – celem był spacer, odzyskanie spokoju ducha i uspokojenie myśli. Mijając polanę, na której spędziła tak wiele cudownych chwil na piknikach i zabawach z najbliższymi zauważyła, że coś jest nie tak. Polana była oświetlona w sposób inny, niż światłem księżycowym. Było to siedem różnokolorowych okręgów. Podniosła głowę i myślała, iż padnie z wrażenia.

Nad nią unosił się spodek o średnicy około dziesięciu metrów, wyposażony w jedne drzwi oraz kilka okienek. Wydawały się małe, ale z pewnością były większe, gdyby obserwować je z bliska. Obiekt miał rurę wydechową i światła, podobnie jak w tradycyjnym samochodzie. Dziewczyna stała tak zafascynowana, aczkolwiek nie doczekała się lądowania. Obiekt odleciał. Chociaż miała wrażenie, że w jednym z okien zobaczyła istotę, która w ziemski sposób pomachała jej ręką. Odpowiedziała tym samym.